Sport to nie tylko walka na trasie...

Kilka lat temu, mój przyjaciel Wiesław Ziemianin, zakończył zawodniczą karierę. Było to w trakcie Mistrzostw Świata w pięknej włoskiej miejscowości Anterselva. Poczuł podobnie jak ja w tym roku, że już nie daje rady, że chce przejść na drugą stronę, czyli pracować dla innych (również a może przede wszystkim dla mnie).

Jest to wyjątkowy człowiek. Pamiętam start na Mistrzostwach Świata w Oberhofie.
Na trzy godziny przed biegiem na 20 kilometrów, testujemy narty. Moje w tych warunkach nie prezentują się dobrze. W głowie pojawia się myśl „jestem tak dobrze przygotowany, a już na starcie jestem do tyłu względem rywali”. 10 minut do przystrzeliwania broni podchodzi Wiesław z propozycją „Tomek weź moje narty, możesz dziś powalczyć o medal”. Odbiera sobie szansę walki o wysoką pozycję, o stypendium sportowe by.... Był to rok 2004 a czasem czuję, jak by to było wczoraj. Zdobyłem w tym dniu srebrny medal...ale o wiele bardziej od dekoracji, utkwiło mi w pamięci poświęcenie przyjaciela. Dziękuję Ci Wiesiu! Za to i za wiele innych sytuacji. Za wszystkie lata jakie dla nas (mnie) poświęciłeś. Dziękuję Ci za łzy jakie widziałem w Twoich oczach, gdy osiągałem sukcesy. Nie wiem dlaczego ale...potrzebowałem o tym napisać. Może dlatego że zatęskniłem za takimi ludźmi...
Trwa ładowanie komentarzy...